Siekąca szabla zniewagi
W nieodpowiedzialny wydaniu szkolnictwo może stać się jak siekąca szabla zniewagi, siekąca nienawiścią i pogromami. Tego akurat dowodzi najnowsze wydanie niemieckiej czytanki dla dzieci, która nieopatrzni wzbudziła salwy nieporozumień, homofonii i nienawiści między obywatelami Polski i Niemiec. Wszystko przez wyrwane z kontekstu opowiadanie o nastoletniej dziewczynce imieniem Anna, będącej Polką. Zamieszone w podręczniku fragmenty znanej książki Petera Hartlinga z roku 1979, pod tytułem "Ben kocha Annę" , opacznie wyrwane z kontekstu definiują polkę jako "odrażającą", "bladą, chudą i pociągającą nosem", a także "staromodnie ubraną".
W efekcie nawet niemieccy prawnicy zgadzają się z tym że podręcznik ten jest ewidentnym przyczynkiem do podżegania do nienawiści rasowej. Sprawa trafi na wokandę sądu. Ciekawostką jest, że nikt nie zwrócił na czytankę uwagi, aż do chwili gdy dwunastolatek mieszkający z rodzicami w Niemczech poinformował o tym rodziców, ci zaalarmowali organizacje polonijne, te zwróciły się do prawników. Reszty tłumaczyć nie trzeba, sprawa nabiera tempa względem wymiaru sprawiedliwości - niemieckich sądów. Tak sprawa trafiła do adwokata. Ciekawostką niejaką jest fakt że książka hartlinga, z której pochodzą fragmenty jest niebanalną i przyjazną opowieścią o problemach, z jakimi borykają zwykle wszyscy imigranci.
W książce Ben zakochuje się w Annie. Niektórzy znawcy twierdzą że mimo iż wybrano dość niefortunnie fragmenty książki, należałoby uznać że podręcznik jest dobry i nie ma na celu szerzenia nienawiści jakichkolwiek. Tyle że zapomnieli owi eksperci zauważyć że dzieciaki to najbardziej okrutne i brutalne stworzonka, w każdej szkole istnieję presja na wybicie się, najprostszym sposobem na to jest poniżenie drugiego, by zyskać poklask. Podręcznik dostarcza takich pretekstów ewidentnie - nie miejmy złudzeń. Szkoła nie jest miejscem całkiem przyjaznym uczniom, choć sami dorośli bardzo chcielibyśmy w to wierzyć.

